Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

"Wójt przyjacielem biblioteki", czyli politycy do książek!

Wiele złego dzieje się w naszym kraju z powodu lekceważenia czytelnictwa przez władze. Społeczeństwo nieczytające daje się łatwiej manipulować, więc mamy już chyba odpowiedź, dlaczego politycy tak rzadko chwalą się przeczytanymi przez siebie książkami, dlaczego raczej sfotografują się na tle nowo otwartego basenu, nową bibliotekę oddając z mniejszą pompą.

Mówią już głośno ekonomiści, że nie pokonamy pułapki średniego rozwoju, jeśli nie wykształcimy społeczeństwa. I nie tyle chodzi tu o dyplomy ukończenia byle jakich uczelni, co o autentyczną ciekawość dla słowa pisanego i umiejętność krytycznej oceny tego, co się czyta. 

Dlatego potrzebujemy mądrych polityków. Mądry polityk to niemal oksymoron, ale szukajmy takich, których da się przekonać do idei czytelnictwa, jako naczelnej idei przyszłego rozwoju.

Poszukuję zatem mądrych wójtów, takich którzy czytają i wspierają swoje biblioteki, którzy pojawiają się na spotkaniach autorskich i zawsze mają pieniądze na remonty bibliotek, by te jak najlepiej służyły lokalnym społecznościom, wspierając ich rozwój i budując więzi. 

Czekam na zgłoszenia wójtów, na których biblioteki mogą liczyć! 

Ponieważ jednak są w Polsce biblioteki gminne, dla których władzą nadrzędną jest burmistrz i odpowiadając na skierowane od takich bibliotek pytania, wyrażam oczywiście zgodę na zgłaszanie kandydatur opiekujących się bibliotekami gminnymi burmistrzów.

Wraz z zaprzyjaźnionymi wydawcami: Naszą Księgarnią, Światem Książki, Znakiem, Belloną, Wydawnictwem Literackim, Sonia DragaZysk i S-kaWielką Literą, Zwierciadłem, Prószyńskim, Filią, Agorą, Czarną OwcąBukowym LasemRebisem, Wydawnictwem OtwartymLiteraturąMarginesamiEdipresse 
oraz innymi, którzy być może jeszcze dołączą, zasilimy wybraną bibliotekę nowościami, które sama do niej zawiozę wraz z moimi książkami.

Oto pierwsze dary od wydawnictw: 

Otwarte:




Bukowy Las:


Zysk i s-ka:


Wydawnictwo Agora:




Filia:


Sonia Draga:


Marginesy:



Prószyński i ska


Znak


Rebis:


Nasza Księgarnia:


Świat Książki:


Bellona:



Na zgłoszenia czekam do 31 marca. Wynik podam podczas Warszawskich Targów Książki w połowie maja. Spotkanie odbędziemy w dogodnym dla obu stron terminie.

Zgłaszać swoich wójtów mogą biblioteki oraz osoby prywatne.  Proszę o krótkie uzasadnienie (do 500 słów), może być opatrzone dodatkowo zdjęciami wójta podczas wizyt w bibliotece oraz informacją o ilości wypożyczonych przez niego książek.

A zwycięzca będzie musiał przygotować nowy regał...


Czekam na Wasze maile! Kierujcie je na adres:  wojtprzyjacielembiblioteki@gmail.com

mga    

Regulamin konkursu Wójt Przyjacielem Biblioteki


Postanowienia ogólne
1.  Organizatorem konkursu (zwanego dalej Konkursem) jest działająca na zlecenie inicjatorki Konkursu, Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk Agencja 21 z siedzibą przy ul. Brukselskiej 44a/4, 03-973 Warszawa.
2.   Dobrowolnymi fundatorami nagród nagród są wydawnictwa (akutalizowana na bieżąco lista w opisie zasad konkursu na stronie www.blogguci.blogspot.com).
3.   Kandydatami do tytułu zwycięzcy konkursu „Wójt przyjacielem biblioteki” mogą być wójtowie, jak również burmistrzowie, którzy mają pod opieką biblioteki gminne. Ponadto dopuszczalne jest zgłoszenie innych osób, pełniących funkcje publiczne w ramach administracji samorządowej, które mają znaczący wpływ na stan bibliotek.
4.  Kandydatów w konkursie mogą zgłaszać biblioteki. Jeśli inicjatywa zgłoszenia       kandydatury wychodzi od osoby fizycznej, bardzo prosimy o przekazanie informacji bibliotece tak, by kandydatura została zgłoszona bezpośrednio przez tę placówkę, bądź otrzymała pisemne poparcie od biblioteki.

Okres trwania konkursu
5. Konkurs trwa w okresie od 27 stycznia 2016 r. do 22 maja 2016 r. (dalej „Czas Trwania Konkursu"). 
6. Kandydatury można nadsyłać do 31 marca 2016 r.
7. Ogłoszenie zwycięzcy Konkursu nastąpi najpóźniej do 22 maja 2016 r. Informacja na ten temat zostanie opublikowana na stronie www.blogguci.blogspot.com oraz w kanałach społecznościowych powiązanych ze stroną. 
Warunki uczestnictwa i przebieg Konkursu
8. Biblioteki wysyłają kandydatury wójtów (lub innych osób określonych w punkcie 3 Regulaminu) wraz z uzasadnieniem na adres: wojtprzyjacielembiblioteki@gmail.com.  

9. Uzasadnienie nie powinno przekraczać 500 słów. Powinno zawierać argumenty, które przemawiają za znaczącym zaangażowaniem Kandydata, np.:
- w jaki sposób Kandydat wspiera biblioteki: remonty, fundusze na zakup książek, itp.
- liczbę książek wypożyczanych przez Kandydata
- opis udziału w inicjatywach bibliotecznych, np. spotkaniach autorskich
- inne działania, których celem jest wsparcie czytania w ramach lokalnej społeczności
Do uzasadnienia można dołączyć dokumentację zdjęciową w formie osobnych plików.

10. Spośród nadesłanych kandydatur zostanie wyłoniony 1 (jeden) zwycięzca w drodze konsultacji między inicjatorką Konkursu, Małgorzatą Gutowską-Adamczyk i przedstawicielami wydawnictw – fundatorów nagród. Biblioteka, która zgłosiła zwycięską kandydaturę, otrzyma pulę książek podarowaną przez wydawnictwa zaangażowane w Konkurs. 

Postanowienia końcowe
11. Administratorem danych osobowych udostępnianych na potrzeby Konkursu jest Agencja 21, działająca na zlecenie Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Osoby biorące udział w Konkursie wyrażają zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez Agencję 21 dla celów organizacji Konkursu. Mogą oni w każdej chwili uzyskać dostęp do swoich danych osobowych i żądać ich poprawienia, zmiany lub usunięcia. Biorąc udział w Konkursie, podmioty i osoby zgłaszające kandydatury potwierdzają, że wyrażają zgodę na zasady Konkursu zawarte w niniejszym Regulaminie. Podanie danych jest dobrowolne, lecz ich brak uniemożliwia wzięcie udziału w Konkursie. 
12. Wszelkie reklamacje w związku z Konkursem należy zgłaszać do Agencji 21 na adres Siedziby na piśmie wraz z opisem reklamacji i jej szczegółowym uzasadnieniem w terminie nie dłuższym niż 7 dni od daty zaistnienia podstawy reklamacji, pod rygorem wygaśnięcia jakichkolwiek roszczeń w związku z jego udziałem w Konkursie, a w każdym razie nie później niż w terminie 7 dni od dnia zakończenia Konkursu, albo w terminie 7 dni od dnia otrzymania odpowiedzi na reklamację, jeżeli została ona zgłoszona w terminie. 
13. Biorąc udział w Konkursie, podmioty i osoby podporządkowują się postanowieniom Regulaminu Konkursu i wyrażają zgodę na jego treść. 


piątek, 13 lutego 2015

Rolnik szuka żony, czyli nasze aspiracje

Co roku przed świętami ogłaszany jest ranking najbardziej oczekiwanych prezentów choinkowych i tych, które zostaną wręczone. Statystyki uparcie wskazują tu książki i rokrocznie ludzie, którym temat leży na sercu, cieszą się jak dzieci, mając nadzieję, że zostanie odwrócony upiorny trend, jakim jest ucieczka Polaków od czytania, a co za tym idzie - od myślenia. 

Książka w tym rankingu pojawia się na pierwszym, ewentualnie na drugim miejscu, ale to chyba poprawność polityczna ankietowanych każe im kłamać w odpowiedziach, bo kiedy już miną święta, zostaną wykonane rzetelne badania, jak chociażby te Biblioteki Narodowej, nagle okazuje się, że mimo iż 40% Polaków dostało pod choinkę książkę, ponad sześć milionów wciąż pozostaje poza jakimkolwiek kontaktem ze słowem drukowanym. 

To nie jest tylko zmartwienie wydawców, pisarzy i księgarzy, których zyski maleją. To powinno zostać i już zostało zdaje się poddane głębokiemu namysłowi państwa, bo znalazły się nagle pieniądze na dofinansowanie bibliotek i programy upowszechniania czytelnictwa.

Dlaczego tak późno? 

Dlaczego biblioteki przez lata miały tak zastraszająco mało nowości, tego motoru czytelnictwa? Dlaczego tak długo znajdowały się w zapyziałych, nieremontowanych budynkach? Dlaczego nasze władze z odrazą odpychały od siebie każdą myśl o inwestowaniu w rozwój czytelniczy społeczeństwa? 

Bo były inne cele?

A co nam po innych celach, jeśli stracimy tożsamość? Co po najwygodniejszym życiu, jeśli odebrany nam zostanie dyskurs o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy? Kim wtedy będziemy? Sytymi świniami, które zasypiają nad pełnym korytem? 

Są kraje i narody, dla których biblioteki nie były niechcianym balastem do szybkiego zastąpienia przez stadiony i aquaparki. Te kraje przez długoletnią świadomą politykę rozwijania kompetencji czytelniczych swoich obywateli osiągnęły też coś, co leży może poza istotą czytelnictwa, a jednak nierozerwalnie się z nią łączy: innowacyjność i postęp. 

Jeśli nie chcemy być dla świata tylko i wyłącznie zapleczem taniej siły roboczej, a z cenami robocizny w Azji nie uda nam się konkurować, powinniśmy budować świadomość społeczeństwa, że bez kompetencji czytelniczych i to nie na poziomie "Greya" czy "Zmierzchu", nie uda nam się osiągnąć dobrobytu, do którego aspirujemy, albowiem jest on nierozerwalnie związany z wykształceniem. 

Nie tym wykształceniem, które zdobywa się bez żadnego wysiłku na płatnych studiach, tylko z tym, które zdobywamy ustawicznie, w ciągu całego swojego życia, studiując słowo pisane i nad nim rozmyślając.

A skoro już ponad sześć milionów Polaków przyznaje, że nie tyka słowa pisanego, to nie ma się co dziwić, że prawie połowa narodu nie ma też żadnych umiejętności cyfrowych. Ludzie ci nie potrafią wykonać na komputerze najprostszych operacji, nie korzystają z przeglądarek internetowych. To dowód naszego braku wykształcenia i ucieczki od poszerzania kompetencji, kiedy się już pewne (choćby podstawowe) posiadło. 

Co martwi najbardziej: wśród cyfrowych analfabetów jest wielu nauczycieli! 

Jednostki nie pociągną całego społeczeństwa. Jeśli chcemy żyć wygodnie i być postrzegani jako partnerzy w Europie, to nie wystarczy złapać do rąk pilota od telewizora i zarechotać nad nowelą dokumentalną, tą najtragiczniejszą z żenad ostatniego dziesięciolecia, nie wystarczy mieć o sobie dobrego zdania, idąc na rozmowę o pracę. Trzeba wiedzieć, że bez ustawicznego dokształcana, zostaniemy wreszcie przegonieni przez te dwa ostatnie narody, które już nam i tak depczą po piętach.       

Wtedy tylko pozostanie nasze tradycyjnie dobre samopoczucie, łyk piwa, najpopularniejszego artykułu spożywczego, na który nikomu nie żal pieniędzy, i "Rolnik szuka żony" w telewizji. 

Dobrej zabawy.

Dixi. 

środa, 20 kwietnia 2011

Jeśli nie czytają

Szkoła skutecznie zniechęca młodzież do czytania, dobierając pozycje spisu lektur tak, by automatycznie kojarzyły się młodym ludziom z nudą, towarzyszącą długiemu kazaniu w obcym języku. Jak wiadomo, dobrymi chęciami piekło wybrukowane.
"Jaka długa!..." - mędzą.
"Pewnie równie nudna!" - stękają.
Nie dają szansy autorowi, bo i po co? Świata uczy się dziś z internetu.
Szybko, niecierpliwie, powierzchownie, szeroko i płytko.
Bez namysłu, a jeśli wpisywaniu komentarza towarzyszy jakaś refleksja, jest refleksją odruchową.
"Głupi jak komentarz na Onecie..."

Pewnych umiejętniści nie da się posiąść, nie wdrożywszy się odpowiednio wcześnie do czytania.
Czytanie to poza przygodą, pogłębianie kompetencji (ulubione słowo nauczycieli) językowych oraz rozwój szeroko rozumianego myślenia (jeśli towarzyszy czytaniu jakakolwiek refleksja). 
Wiemy to my, czytający. Załamujemy ręce, wzdychamy, kręcimy głową z politowaniem.
Chcielibyśmy wszystkich nawrócić na czytanie, bo przecież nie da się być szczęśliwym nie czytając!

Jeśli ktoś nie czuje głodu, jeśli równie dobrze mu bez książki, czy uda się go przekonać? Czy siłowe argumenty szkoły w postaci klasówek, sprawdzających treść lektur są w stanie uczynić czytelników z ludzi nieczytających? Nie.

Zastanawiam się dlaczego my, czytający, za wszelką cenę chcemy nakłonić nieczytających, by zasmakowali w wiedzy i umiejętnościach, które daje się uzyskać tylko i wyłącznie poprzez częste obcowanie z myślą wyrażoną w słowach?

Rozumiem szkoła, to jej zadanie. Dziś nauczycielki języka polskiego przyznały, że siedmioro uczniów (na całą klasę), którzy przeczytali lekturę (w tym przypadku moją powieść) to sukces!
I nie był to "Skąpiec", "Syzyfowe prace", "Pan Tadeusz" czy "W pustyni i w puszczy".
Tych pozycji młodzież nie rozumie i trawi z wielkim trudem. To one właśnie utrwalają w dzieciakach, nienawykłych do czytania, poczucie, że kontakt z książką jest czasem straconym.

Spójrzmy na szkolną listę lektur. Czy nie powinniśmy jej trochę odkurzyć? Czy wychowamy czytelnika, zniechęcając go od samego początku?

Młodzież powinna odnajdywać w lekturach swoje tu i teraz, wtedy, być może, dałaby szansę literaturze, znalazła czas na czytanie pośród rozmaitych ciekawszych zajęć. Gdy czyta o ludziach, których problemy są jej całkiem obce, może jedynie wzruszyć ramionami, ryzykując kolejną jedynkę.

Nauczyciele, godząc się z bezradności na to, by młodzież nie czytała lektur, znajdują się w bardzo trudnym położeniu. Czasem narażają się na krytyki, zadają do przeczytania jedynie fragmenty dzieł.
Ale efektów i tak nie widać. Czytelnictwo z każdym rokiem maleje.

Czytanie ze zrozumieniem jest wbrew pozorom bardzo trudną czynnością. Może nie wszyscy są odpowiednio wyposażeni przez naturę, by osiągnąć kometencje wystarczające do rozumienia słowa drukowanego?

Może społeczeństwu wystarczy ten nikły odsetek ogółu, który osiągnąwszy dojrzałość, wciąż czyta?

Może należy pozwolić młodym ludziom, by nie czytali, tak jak pozwalamy konsumentom wybierać to, czym się żywią?

Obcowanie z kulturą bowiem, jako dowód na wyższe aspiracje, nie wszystkim potrzebne jest w równym stopniu.

Demokracja potrzeb nie istnieje, podobnie jak nie istnieje między ludźmi równość.

Skoro szkoła nie potrafi wdrożyć młodzieży do czytania, pozwólmy nieczytającym żyć w ich świecie.
Możemy ich prostocie duchowej przeciwstawić jedyną rzecz - nasz sukces.

Ale dopóki karierę można zrobić nie czytając, robiąc zawstydzające błędy ortograficzne i kalecząc język ojczysty - nie znajdą się argumenty dość mocne, by przekonać do czytania tych, którzy twierdzą, że nie mają na to dość czasu.

Cóż to zresztą za idiotyczna wymówka!

Dixi.

sobota, 18 grudnia 2010

Książka pod choinkę

W jedym z czasopism natknęłam się na ranking gwiazdkowych prezentów oczekiwanych.
Jeśli mnie pamięć nie myli, na drugim lub trzecim miejscu, jako najbardziej oczekiwany prezent (bodajże po kosmetykach i biżuterii), były książki.

Pokiwałabym głową z uznaniem dla mądrości społeczeństwa, ale że ostatnio dałam się jakiemuś młodzieńcowi zbajerować na rozmowę o supermarketach, nie zrobię tego.
Po teście, jaki ze mną przeprowadził, wiem już, że:
- respondent się szybko nudzi,
- respondent kłamie,
- pytania są tendencyjne.

Jestem osobą poważną i kiedy ktoś mnie o coś pyta, zakładam, że potrzebuje mojej wiedzy, toteż chcę odpowiedzieć zgodnie z przekonaniem oraz sumieniem. Jednak, kiedy zadaje mi się po raz piąty to samo pytanie, dotyczące w dodatku supermarketu, w którym nigdy nie byłam, to albo zaczynam sykać i mówić "nie wiem", albo kłamać, wreszcie rzucam numerkami odpowiedzi losowo.

A potem mądre głowy będą chciały z takiego badania rynku wyciągać daleko idące wnioski!

Jeśli osoby odpowiadające na pytania o prezenty świąteczne były tak samo znudzone jak ja, rzucały na odczepnego, że chcą pod choinkę dostać książkę, bo była w odpowiedziach umieszczona bliżej niż ciuchy, wycieczka lub sprzęt AGD.

Mogły też kłamać, żeby poprawić swój wizerunek w oczach pytającego.

Po co? No właśnie...

Wszyscy wiemy, że Polacy nie czytają.
Tłumy w empikach niewiele tu zmienią.

Książki kupuje jakieś dziesięć procent społeczeństwa, czyta pewnie połowa tego, bo najwięksi wydawcy, to wydawcy podręczników i informatorów (kalendarze, senniki, książki kucharskie, diety, cudowne wyleczenia z raka, robótki ręczne, mapy i przewodniki, dzieje świętych etc).

Nie sądzę, aby przeszkodą w czytaniu była cena książek, wydaje mi się raczej, że chodzi o to, iż jako społeczeństwo uważamy się za tak mądrych, że każdą dodatkową refleksję uważamy za zbędną.

A jeśli już czytamy, to w literaturze szukamy "odprężenia", co jest totalnym nieporozumieniem, bo sztuka nie ma służyć "odprężaniu". Po to się chodzi do spa!

Więc dlaczego Polacy powiedzieli ankieterom, że chętnie zobaczyliby w worku Mikołaja lub Gwiazdora (lubię to określenie) właśnie książki?
Może chcą, żeby Mikołaj (ew. Gwiazdor) wykonał za nich czarną robotę?
Bo skoro już mają papier na te wyższe studia, to wypadałoby postawić ze dwie książki na półce, choćby i nieprzeczytane, a księgarnia jakoś im ciągle nie po drodze...

W większości polskich domów nie ma w ogóle książek.

Wszystkim Wam, którzy się tu zabłąkaliście, życzę pod choinkę radującego serce stosiku!
Ja już wysłałam zamówienie do mojego rejonowego Gwiazdora.

Mam nadzieję, że będzie przystojny.
Chciałam powiedzieć: hojny ;-)

Rzekłam.

piątek, 30 lipca 2010

pastwię się

Dziewięćdziesiąt procent polskich nastolatek przeczytało "Zmierzch".
Trzydzieści procent matek polskich nastolatek przeczytało "Zmierzch"!
Dodajmy: przeczytało z zachwytem.

Na razie to jeszcze nie jest karalne, wypadałoby jednak zastanowić się nad tym fenomenem.
Co tam znalazły? Mimo że wiele z nich mówi, iż to literatura mniej, niż średnich lotów, czytają każdą kolejną, coraz słabszą część.

Dlaczego chcą utożsamiać się z dziewczyną totalnie fajtłapowatą, z tych, co to - jak mówi jedna z czytelniczek - potykają się na fudze od glazury, która zakochuje się, brnie w związek, ryzykuje życie dla faceta, który mając ponad sto lat nie dostał się jeszcze nawet do college'u?

Dobra, jestem złośliwa, przecież Edzio ma skończone jakieś uniwersytety, świadczą o tym czapki wyeksponowane w jego pokoju. (Swoją drogą niezły zwyczaj, powinni go wprowadzić u nas, można by zaoszczędzić na płatnych studiach, kupując czapki na allegro i załączając zdjęcie do cv).

Ale Edzio, on nawet nie jest facetem, on jest wampirem!

Do tej pory nie rozgryzłam, czy to dobrze, czy źle. Chyba dobrze, bo też nie taki z niego zwykły wampir, co to jak by historia literatury chciała przypuszczać, całymi dniami wyleguje się w trumnie, nocami zaś chłepce krew niewinnych dziewic.
Edzio za karę chyba uczęszcza do amerykańskiej szkoły na zadupiu, udając siedemnastolatka.

Zważywszy, że dla większości z nas sen o szkole to najgorszy koszmar, Edzio musiał chyba nieźle nabroić. Sto lat w liceum, kto by to wytrzymał?!
Nie tylko on, ale i jego przybrane rodzeństwo jakoś to wytrzymują, udając normalną amerykańską rodzinę, co wydaje im się fajne i zaprzeczając swej wampirzej naturze.
Nie wyżywają się nawet na nauczycielach, zakładając im kosz na śmieci na głowę, czy strzelając z gumek.
Jedyną pociechę w tym wampirzym wegetarianizmie znajdują latając do lasu i polując gołymi rękami na Bogu ducha winne niedźwiedzie grizzly.

Belli to w każdym razie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, kręci ją chodzenie z facetem, biegającym po lesie z prędkością szybkiej kolei miejskiej i grającym wraz z rodziną w baseball na boisku wielkości Lichtensteinu.
Kręci ją nawet, że facet jej nie pragnie (właśnie zrozumiałam, dlaczego Edzio jest idolem wszystkich matek!), to znaczy - sorry - pragnie, ale poza pragnienie nie wychodzi, nawet wtedy, gdy znajdą się razem pod jednym kocem.
Za to chroni ją we wszelich możliwych przypadkach. (Ojcowie też powinni przeczytać "Zmierzch"!).

Na dodatek - jakiż ten Edzio piękny! Jest nie tylko piękny, w słońcu jego skóra błyszczy diamentowo.
Czy znacie w całym wszechświecie choć jedną kobietę, która odmówiłaby przyjęcia dwumetrowego breloczka z kryształków Svarovskiego?
Ciekawe tylko, ile ten breloczek spędzałby czasu przed lustrem?

A Bella? Chce kochać i być kochana. Bez zobowiązań, bólu - bo przecież wszystko jest idealnie piękne, niczym w prospekcie firmy organizującej śluby - i nieuchronnych rozczarowań.
Bez wysiłku i tylko dlatego, że pięknie pachnie.

Oto cały sekret tego związku: niczego od siebie nie wymagać, dostać coś za nic. Po prostu spotkać drugą połówkę, dla której jest się idealnym.
Oto siła dziewczęcego i kobiecego marzenia.
Nie przekreśli jej banał literacki, bo marzenia są banalne.
A że realizacja takiego schematu w realnym świecie jest niemożliwa? Nic nie szkodzi, będą następne części. Narkotycznie połykane utwierdzają głupiutkie nastolatki, że w realnym świecie można znaleźć idealnego faceta.
Nie można.
A że same nie są idealne? No cóż, to już nie ich zmartwienie...

Dixi.