Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 grudnia 2011

Pamiętajmy o naszych braciach mniejszych




Przy okazji rozmów o świętach i naszym pojmowaniu tradycji chciałabym Was bardzo prosić o choćby symboliczne wsparcie fundacji zajmujących się pomocą zwierzętom.
Co prawda na obrazie Grzegorza Ptaka nie ma psa ani kota, a te zwierzaki najczęściej są pensjonariuszami różnych azylów i schronisk, ale wierzę, że będzie on dla Was natchnieniem do działania, by miska zwierząt niechcianych nie była w czasie świąt pusta.


niedziela, 16 stycznia 2011

Jak widzimy świat?

Chyba mamy sezon na zaginione psy. Kilka dni temu przyjaciółka szukała właścicieli terierki szkockiej. Znaleźli się wreszcie po tygodniu. Ja dziś szukam właścicieli pekińczyka.

Wczoraj podczas wieczornego spaceru zobaczyłam siedzącego w jakimś kącie, zbłąkanego psa. Ponieważ miałam swoje dwa na smyczy minęłam go, odciągając moje ciekawskie suki. Nim doszłam do domu, wiedziałam, że muszę po niego wrócić, bo nie mogłabym spokojnie siedzieć w ciepłym pokoju, kiedy on mókł na deszczu.

Szłam, modląc się w duchu, żeby go już tam nie było. Ale był, siedział skulony, przestraszony, kupa nieszczęścia. Pekińczyk.

Miałam ze sobą smycz, ale nie chciał iść, kulał, więc wzięłam go na ręce i doniosłam do domu. Potem pojechaliśmy z nim do lecznicy. Na szczęście nic poważnego nie stwierdzono.

Wróciliśmy z psem do domu. Nasze suki o mało nie dostały kręćka. Usiadłam przy telefonie i zaczęłam rozpuszczać wici po okolicy.

I tu - jak się okazuje - zupełnie niechcący zrobiłam małe badanie socjologiczne.

Jak widzimy świat?

Część moich rozmówców komentowała sprawę: Na pewno ktoś go wyrzucił! Część: Na  pewno ktoś go szuka i cierpi.

Ogląd świata, polegający na założeniu, że ktoś inny jest zły, parszywy i nieodpowiedzialny, niestety występuje częściej. To smutne, bo zdecydowanie utrudnia współżycie społeczne.

Tak, mamy na to aż nadto dowodów, jak choćby psie kupy na każdym kroku, czy śmieci podrzucane na puste parcele, poważniejszych spraw nie dotykając. Przez takich ludzi mieszkamy na śmietniku.
Tacy ludzie, mówiąc ogólniej, nie ponoszą konsekwencji swoich czynów i pewnie nie odczuwają nawet z tego powodu wyrzutów sumienia (o ile wiedzą, co to słowo znaczy). Konsekwencje ponoszą inni, bardziej wrażliwi i nastawieni prospołecznie, których matki nauczyły w dzieciństwie dzielić się cukierkami, a papierków nie wyrzucać byle gdzie.
Nie mówię tego po to, żeby pleść sobie aureolę. Bynajmniej, ja po prostu inaczej nie umiem.

Jednak to, że istnieją typy aspołeczne, ludzie skupieni na sobie, którzy potrafią wyrzucić na bruk przysposobieone wcześniej zwierzę i nie jest to dla nich powód do bezsenności, to wciąż żaden argument, by z góry zakładać czyjąś złą wolę, egoizm, krótkowzroczność, brak wychowania i poczucia więzi społecznej.

Powiadam: apriorycznie nikogo nie oceniajmy, abyśmy sami nie byli oceniani bez sądu.

To, że na każdym kroku zwierzętom w Polsce dzieje się krzywda, dookoła nas jest śmietnisko, a na jezdniach króluje chamstwo, to wciąż jeszcze nie powód, by innymi gardzić.
Choć oczywiście czasem chciałoby się potrząsnąć albo dać kopniaka, żeby zrozumieli, że nie są sami na świecie, a my nie zbierzemy ścierką potopu, który oni wywołali.

Zawsze jednak najpierw sami uderzmy się w piersi.

Nasze widzenie świata jest wypadkową doświadczeń i charakteru, przy czym charakter ma znaczenie pierwszorzędne. Świat jest taki, jaki jesteś ty: słoneczny lub pochmurny, szczęśliwy lub przygnębiający, ufny lub podejrzliwy, szanujący innych lub nimi gardzący. Bierzesz za świat odpowiedzialność albo jedynie wykorzystujesz go do swoich celów.

Altruiści i egoiści. To wielkie uproszczenie, bo można być altruistą i egoistą jednocześnie. Można kochać zwierzęta i wywoływać wojny. Być gotowym do każdego poświęcenia dla własnej rodziny, ale nie szanować sąsiadów.

Czy jest możliwy świat, gdzie żyją sami altruiści? Obawiam się, że to utopia.


Jeśli nie znajdzie się właściciel, będę szukała domu dla pekińczyka. Nazwaliśmy go Gremlin.


Wiadomość z ostatniej chwili: właśnie oddaliśmy Gremlina vel Nunu jego uszczęśliwionym właścicielom!
Okazuje się, że miałam rację!

Chłopcy skomentowali to najpiękniej: Dobro jest fajne.
Tak, dobro jest fajne, a ja mam znów tylko trzy psy, jaka ulga!


 
Od lewej Mamba, Mila, Nesia.

piątek, 3 września 2010

Rodzicielstwo zastępcze

Stare porzekadło mówi, że właściciele psów dzielą się na tych, którzy śpią ze swoimi psami i tych, którzy się do tego nie przyznają. Do niedawna wydawało mi się to jedynie zgrabnym żartem. Nigdy bowiem nie pomyślałam, by wpuścić do łóżka którąś z moich brodaczek. Sznaucery rodzą się tak duże i czarne, że już na starcie mają przechlapane.


A Milka jest mniejsza, jest puchata, jest biała... Przytulanie mruczącego szczeniaka to wielka pokusa i choć wiem, że się jej w końcu oprę, niniejszym udzielam rozgrzeszenia tym, którzy nie potrafili przegonić psa, ładującego się do łóżka.

Posiadanie zwierząt, jeśli tylko nie łączy się z zarobkowaniem, to chyba rodzaj zastępczego rodzicielstwa. Macierzyństwa bądź ojcostwa. Moje zastępcze macierzyństwo jest w dużej mierze zastępczym ojcostwem mojego męża, który dwa ostatnie psy, to jest Nesię i Milę, przyniósł po prostu znienaca za pazuchą, skazując mnie na ponoszenie konsekwencji tego faktu.
Nie obyło się bez bury, za pierwszym razem z miejsca, w przedpokoju, za drugim, po dwóch czy trzech dniach, kiedy już zabrakło mi sił.

Potem dowiadywał się jednak, że to były najpiękniejsze prezenty, jakie mi kiedykolwiek zrobił.
I obawiam się, że choć obiecał nie znosić już więcej zwierząt do domu, nieodwołalnie popadł w recydywę.
Chyba, że któryś z chłopców przyniesie mu za pazuchą wnuka...

niedziela, 29 sierpnia 2010

Koszmar


Szekspirowska tragedia wisiała w powietrzu.
Stare suki się poobrażały. Niby wiedzieliśmy to wszystko z poprzedniego razu, kiedy W. równie niespodziewanie, jak teraz Milkę, przyniósł za pazuchą Nesię. Ale jednak mieliśmy do nich trochę żalu, że nie przyjęły Milki z równym nam entuzjazmem. Noc była ciężka. Mała, zamknięta dla bezpieczeństwa w klatce, zawodziła niczym dziecko porzucone w lesie, wreszcie wnieśliśmy klatkę do sypialni i zasnęliśmy płytkim snem, bo a nuż będzie znów płakać?
Dziś trochę lepiej. Neska wciąż obrażona, ale trochę się pobawiły, uff!

sobota, 28 sierpnia 2010

Pies w dom




Kiedy to piszę, u moich stóp na drewnianej podłodze (dywan dziś odebrany z pralni przezornie zwinęliśmy), lekceważąc różowe psie posłanie, ułożyła się do snu dziesięciotygodniowa goldenka. Prezent od męża był zgoła nieoczekiwany, dwa psy w domu to ilość wystarczająca, wszak nie mam trzeciej ręki.
W dodatku szczeniak jest trochę jak niemowlę - fajna zabawa przez chwilę, a potem nieustanne obowiązki. Czy nie o to zresztą w posiadaniu psa chodzi: by mieć się kim opiekować?
Nie wszystkim, to wiemy, jednak nie mówmy przy święcie o rzeczach przykrych.

Moje dwie sznaucerki są trochę skonfundowane faktem pojawienia się gościa: stara poszczekuje groźnie (a ktoby się tam przestraszył), młodsza zwariowała i nie może ochłonąć: Wreszcie będę się miała z kim bawić!

Będą zmiany, nowa lokatorka zaprowadzi je bez dwóch zdań. Będą zasikane podłogi i mnóstwo szczęścia, które taki maluch samym swoim istnieniem wnosi w życie domowe.

Mnie też pozwoliła zaoszczędzić trochę jadu.

Wreszcie zasnęły: bezimienny maluch u moich stóp i Neska w drzwiach. Ich sapanie, niczym ogień na kominku, tworzy dom.

Pies łagodzi obyczaje.

Będzie się wabić Milka.