I pomyśleć, że kobiety kobietom zgotowały ten los!
Źle nam było wcześniej? Siedziała sobie jedna z drugą w salonie, szydełkiem machnęła raz i drugi, a dookoła kręciło się mnóstwo służby, gotowej na każde skinienie. Pani ledwo wyciągnęła dłoń po dzwoneczek, a już w te dyrdy ktoś leci:
- Franciszko, proszę podać herbatę!
- Tak jest, jaśnie pani!
A teraz, co? Sama sobie musisz robić.
Dom kto utrzymywał? Facet!
A teraz, co?
On zamyka firmę, bo mu się nie opłaca i siedzi całymi dniami przed telewizorem. Kiedy mówisz, żeby sobie poszukał roboty, mówi:
- Sama sobie poszukaj!
I to jest w porządku.
Nieważne, że siedząc w domu prowadzisz swoją firmę, która utrzymuje dom i z której spłacasz kredyty, które on też zobowiązał się spłacać. To TY masz sobie poszukać dodatkowej pracy na mieście.
Oto nasza emancypacja: on siedzi w domu, a Ty na dwóch etatach utrzymujesz rodzinę.
Powiedzmy, że na to zgoda, ale w takim razie niech on się w tym czasie weźmie za zakupy, gotowanie, sprzątanie, wożenie dzieci do szkoły i na zajęcia dodatkowe, pranie, prasowanie i ogród!
Ale nie, bo to niemęskie. On w tym czasie pójdzie na tenisa, ryby albo poogląda mecz.
Ty posprzątasz, ugotujesz i ogarniesz całą resztę po powrocie z dodatkowej roboty.
Bo nie powiesz przecież:
- Ale jestem zmęczona! Szef tak dał mi do wiwatu!
Ty nie masz prawa być zmęczona, bo trzeba odrobić lekcje z dziećmi.
I kiedy on będzie pochrapywał podczas "M, jak miłość", skończysz wieszanie prania. Gdy on się ocknie i przełączy na "HBO na stojaka", ty rozstawisz deskę i uprasujesz dzieciom ciuchy na jutro. Kiedy skończysz gotować jutrzejszy obiad, będą grali hymn w telewizji.
To go wreszcie obudzi.
Przeciągnie się, wstanie i powie, jaki jest bardzo zmęczony i że już pora iść pod prysznic.
No, jasne!
W tym czasie ty podlejesz kwiaty i zetrzesz kurz.
I ciągle nie będziesz zmęczona.
Tak wygląda emancypacja. Wreszcie nikt nie broni nam pracować ponad siły.
Faceci już wiedzą, że jesteśmy głupsze od naszych prababek, że w tym opętańczym pędzie do równouprawnienia chcemy wziąć odpowiedzialność za świat i tylko udają, że im się to nie podoba.
Z wrodzonego lenistwa oddadzą nam wszystko.
Zobaczycie.
Nie pięćdziesiąt procent miejsc w parlamencie. Całą setkę, bo głupi nie są.
Po co mają zasuwać w robocie, jeśli my ich z chęcią zastąpimy?
Teraz nie muszą już nawet wywoływać wojen, nas i tak całymi dniami nie ma w domu.
Mogą spokojnie zdrzemnąć się przed telewizorem. I tak wiadomo, że kolacja będzie na czas.
Więc, kobiety, błagam, zastanówcie się: Czyśmy nie przesadziły z tą emancypacją?
Rzekłam.