Na początku niestety wstęp. Co myślę o miejscu pisarza w "łańcuchu pokarmowym książki", jak to kiedyś ujęła Beata Stasińska napisałam tu:
oraz tu:
Komu się nie chce czytać przydługich wywodów powiem, że uważam, iż autor ma takie samo prawo do ryzyka, jak aktor, krawiec czy piekarz. Nikt nas nie powinien dotować z tego prostego powodu, że dziś nie bardzo wiadomo, kto ostanie się na półkach księgarskich za sto lat. Pisanie to taki zawód, który można uprawiać w autobusie czy metrze, w drodze do właściwej pracy czy po powrocie do domu. Wielu lepszych ode mnie tak robiło i robi, ja również. Niski przelew z tytułu tantiem wyprowadził z równowagi jedną z młodych autorek, która się na ten temat wypowiedziała niecenzuralnymi słowami na Facebooku. Tu wywiad z Autorką:
W światku autorów rozpętało się maleńkie piekło. Młoda autorka została nieco przeciągnięta pod kilem przez kolegów po piórze, którzy moim zdaniem zasadniczo mieli rację, co wyłożyłam wyżej.
Myślałam, że temat wobec aneksji Krymu dość błahy, bo w końcu niedługo nasze podstawowe problemy mogą być dużo bardziej fundamentalne, umrze śmiercią naturalną. Tymczasem odezwały się feministki, które zaczęły bronić Autorki, wytykając jej krytykom męski szownizm w sposób, na który nie można nie zareagować.
Papier przyjmie każdą bzdurę i jeśli chce się podeprzeć teorię argumentem, to argument się zawsze znajdzie, choćby zupełnie nieprawdziwy, jak ów o zaproszeniach do bibliotek i sutych za to wynagrodzeniach dotyczących tylko mężczyzn. Ani one takie sute (choć bywają), ani tylko mężczyzn się zaprasza. Tych argumentów jest zresztą wiele, kubeł pomyj był głęboki i świadczy o frustracji Autorki broniącej Pisarki lub też, co bardziej prawdopodobne, złej metodzie, jaką przyjęła, chcąc naprawić świat.
Czytając ten tekst odkryłam bowiem w sobie głębokie pokłady mizoginizmu. Zastanawiam się, dlaczego kobiety chcą być bardziej wojownicze od mężczyzn? Może na dany przez feministki znak zabijmy naszych partnerów, sąsiadów i synów, stwórzmy planetę kobiet i od razu świat będzie cudowny?
Jeśli się chce bronić czyichś racji, należy pamiętać, by ludzi myślących podobnie do nich nie zrażać. Tymczasem feministkom wydaje się, że bycie głośną równa się byciu skuteczną. Nic bardziej mylnego.
Dixi.