Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 13 grudnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 13 grudnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 grudnia 2010

Polskie grudnie

Nie pamiętam zbyt dobrze grudnia 1970.

Dwa lata po tragicznym marcu'68, kiedy Polacy zgodzili się na wyrzucenie ocalałych w holokauście Żydów, co było wstydem nie mniejszym od tolerowania ludobójstwa podczas okupacji, robotnicy, rzekome pieszczochy systemu, stanęli przeciwko żądającym wolności studentom. Potrzebowali dwóch lat, aby zrozumieć swój błąd. W grudniu '70 podnieśli głowy i dokonali zmiany w rządzącej partii.

Nie obyło się bez rozlewu krwi, jak w czerwcu '56 w Poznaniu.

Pamiętam słynne "Pomożecie?"  Edwarda Gierka. Jego twarz i jego machnięcie głową, jakby oczywiste było, że robotnicy i cały naród znowu zacisną pasa, by garstka przywiezionych na radzieckich czołgach i domorosłych dygnitarzy partyjnych opływała w dostatki, podczas gdy cała reszta społeczeństwa miała puste haki w mięsnym.

Gierek znał Europę i chciał dać narodowi dobrobyt. Długi zaciągnięte wtedy, spłacamy do dziś, a samego Gierka nie ominął los internowanych w następnym grudniu, gdy znów się wszystko posypało.

Wydawałoby się, że kto nie pamięta dwudziestego stopnia zasilania, racjonowania wody, butów na kartki, pustych półek, kilkugodzinnych kolejek po karton bobofrutów i amerykańskiego mleka w proszku, rozdawanego na plebaniach, ten ma szczęście.
Ale byłoby to zbyt proste. Każde pokolenie ma swoje troski.

Znów mamy grudzień i znów garstka naraża się dla większości, która nawet nie rozumie, po co jej Trybunał Konstytucyjny i wolne sądy, z zadowoleniem łykając nagonkę na "gorszy sort". 

Do czasu. Większość w końcu zrozumie, mimo propagandy sączącej się nawet z ambony. Tak było i tak będzie. Dzisiejszym triumfatorom pozostanie wstyd i potępienie. 

Bodaj przyszło nam żyć w nudnych czasach.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Dziś trzynasty grudnia

W niedzielę rano dwadzieścia dziewięć lat temu, jak dziś, była piękna pogoda. Słońce iskrzyło się w śniegu, był lekki mróz, nie chciało się wychodzić z domu. Poprzedzającej ten dzień nocy rządząca partia, pod pretekstem mniejszego zła, dokonała zamachu na swój naród.

Podziały, jakie spowodował stan wojenny, są widoczne do dziś.

Na szczęście jednak coraz mniej Polaków kojarzy datę 13 grudnia.
W facebookowych wpisach moich znajomych, nikt poza mną go nie wspomniał.
Należy się z tego powodu cieszyć, bo to znaczy, że wychodzimy powoli z martyrologii.

Bardzo bym chciała, abyśmy wreszcie nauczyli się cieszyć ze swoich osiągnięć i nie popadali w przesadne rozczulanie się nad niepowodzeniami.

13 grudnia jest czarną datą w naszej historii i ostatnim zrywem PZPR, by podporządkować sobie coraz bardziej demokratyzujące się państwo. Nadzieje na założenie kagańca społeczeństwu okazały się jednak płonne i po ośmiu latach w sejmie kontraktowym dopuszczono do rządzenia również niedawnych więźniów systemu. Formacja PZPR musiała podzielić się władzą, co znaczyło  początek jej końca.

Minęło dwadzieścia z górą lat od pamiętnego czerwca. Nie wszystko się udało, mamy jednak na własność nasz śmietnik i co z nim zrobimy, należy tylko od nas. Uczymy się powoli świadomości obywatelskiej, poznajemy pułapki polityki.

Dziękuję tym wszystkim, którzy ryzykowali własnym życiem, abym dziś nie musiała wzdychać za szamponami z PEWEX-u, mydełkiem Fa z paczki przysłanej z zachodu, widok szynki w puszce nie rozczulał mnie, a moje dzieci nie chciały emigrować do Ameryki.

Chyba zbyt szybko zapomnieliśmy, jak naprawdę wtedy było.

Rzekłam.