sobota, 28 stycznia 2012

Nie mam zdania w sprawie ACTA

Zabawne, ale nie słyszałam, żeby ktoś tak powiedział.

Wszyscy mają jakieś zdanie. Jedni mowią, że trzeba chronić własnośc intelektualną i to mi odpowiada, bo sama zarabiam na takiej ochronie. Tu mój wydawca jest jednak sceptyczny: A co z książkami kupionymi przez biblioteki, co z tymi, które ludzie sobie nawzajem pożyczają?
Mój syn, muzyk, uważa, że przyszedł czas zarabiania jedynie na koncertach i wrzuca skomponowane przez siebie kawałki do Youtube'a, nie licząc na zyski pochodzące ze sprzedaży płyt.

Czy da się ochronić CAŁĄ wartość intelektualną? Czy można i czy celowe jest takie zamierzenie?
Podobno statystyki mówią, że nie, nie widziałam tych statystyk, podobnie, jak nie czytałam ACTA.
Ktoś z Was czytał?

Nie wiem, czy mam iść z kamieniem na Belweder, czy siedzieć tu spokojnie i kończyć powieść, bo czas mija, a termin straszy.

Tymczasem jestem też internautką i chciałabym móc dzielić się z innymi moim zachwytem, kiedy podoba mi się szczególnie jakiś obraz czy zdjęcie.
Nie piraciłam i nie piracę seriali, może ściągnęłam kiedyś jakąś niedostępną na płycie melodię, teraz tego nie robię, bo już niemal wszystko można kupić.

Ale czy trzeba kupować KAŻDE zdjęcie obrazu, które chce się pokazać przyjaciołom?
Jeśli zapadnie decyzja, że tak, to oczywiście przestanę to robić. Ze szkodą dla kogo?

 Jeśli chce się unormować każdą dziedzinę życia, tworząc niezrozumiałe dla ludzi i niemożliwe do przestrzegania akty prawne, to jest to po prostu głupie. Kiedyś wystarczył dekalog, dziś potrzebujemy biblioteki, aby to wszystko upchnąć.

Pytanie, czy zdołamy wszystkich upilnować? Odpowiedź: nie.
Może więc zacząć raczej pracować nad ludzką moralnością?

Rzekłam.

9 komentarzy:

  1. Witam,
    Ja też nie mam zdania, ale po prostu nie wygłaszam tego publicznie - nie mam gdzie zresztą :)
    A nie mam zdania tym bardziej, im więcej na ten temat czytam, dowiaduję się z różnych źródeł i zastanawiam.
    Według mnie jest jakaś histeria wokół tego tematu, a wynika najprawdopodobniej z faktu, że mało kto zna treść dokumentu. Nie wierzę, żeby według tych zapisów nie było można pożyczyć komuś książki lub płyty, korzystać z bibliotek.
    Jeśli chodzi o muzykę, to według mnie nie ma znaczenia, że jest ona dostępna w sieci, skoro format mp3 ograbia ją mocno z brzmienia. Ja mogę sobie posłuchać w sieci muzyki (jest np. na stronach księgarń taka możliwość), żeby zdecydować kupić płytę czy nie, ale słuchanie mp3 na komputerowych głośniczkach mi nie smakuje.
    Podobnie przeformatowany film na flv czy avi, na ekranie komputera nie jest tym, co można zobaczyć na dużym ekranie telewizora lub w kinie.
    Jestem, być może mniejszością, która ceni jakość.

    Co zaś do moralności, to wszelka praca nad nią jest syzyfowa. Większość ludzi przestrzega prawa tylko wtedy, gdy obawia się konsekwencji.
    Już widzę egzekwowania przepisów ACTA w kraju, w którym niewiele osób płaci abonament RTV i zamiast wysłać do US listę dłużników serwuje się im żałosne reklamy nawołujące do płacenia. Państwo samo przed własnymi obywatelami obnaża swoją słabość. Podobnie w przypadku kierowców wsiadających za kierownicę po pijanemu.
    Chcemy być w Europie i nie tracić "przywilejów szlacheckich" do pojmowania wolności według własnego widzimisię. I stąd cała afera.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgosiu, z ust (z klawiatury)mi to wyjęłaś. Fakt, ja też nie czytałam ACTA - a nawet, jeśli bym przeczytała, najprawdopodobniej nie umiałabym sobie wyrobić własnej opinii. Bo już ją mi wyrabiają inni. Niestety, każdy ma inne zdanie i nie wiem, co mam myśleć. Wiem tylko, że gdy patrzę na te grupy protestującej młodzieży, widzę po prostu, że 99% nie wie, o co chodzi, a im, tak naprawdę chodzi o drakę, czy jak tam tera to się nazywa. A gdy widzę protestującego Pana Kaczyńskiego, który mówi, że nie wie, dlaczego protestuje, bo treści ACTA nie zna, taki protest mnie nie przekonuje. Ja też treści ACTA nie znam i nie protestuję głównie właśnie dlatego. I z przekory natychmiast chce mi się nie protestować!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uważam, że to wszystko za daleko idzie, bo wklejanie na blogu zdjęć czy filmików, promuje tak naprawdę twórcę, a przecież całego filmu nie wklejam. Ja mam w domu kilka tysięcy książek, kilkaset filmów, niezliczone ilości dvd, a zdarza mi się ściągnąć film, który jest niedostępny do kupienia, z sieci (obejrzałam na jednej ze stron film na podstawie Siedem dalekich rejsów Tyrmanda, bo go nie mogłam zwyczajnie kupić). Uważam, że tylko pasjonaci zawracają sobie głowę ściąganiem, ale również to właśnie oni kupują, a ściągają, bo mają w sobie nienasycenie. Natomiast innym wystarcza tasiemiec w TV, Pudelek i prasa plotkarska, mało druku, dużo zdjęć, nie kupują, nie oglądają. Prasa - ja muszę macać gazetę czy magazyn, nie lubię czytać na ekranie komputera, Boże, ile ja wydaję na prasę, bo płacę w Euro. Tak samo na ksiażki, bo też płacę za przesyłkę. Nie oszukujmy się, ten kto nie czyta papierowych też nie ściąga, bo po co?

    OdpowiedzUsuń
  4. http://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_remiksu

    Na przełomie XX i XXI wieku remiks zaczęto używać nie tylko na muzyce, ale także na inne media, takie jak: filmy, literatura, a także oprogramowanie komputerowe. Lev Manovich zauważa, że wiele dziedzin życia podlega remiksowi, m.in. moda, sztuka. Media także w bardzo dużym stopniu są regulowane przez remiksy, fuzje oraz mushapy zauważa Manovich. Internet stał się głównym źródłem do rozpowszechniania i szerzenia kultury remiksu oraz do stosowania coraz to nowszych metod w celu remiksu coraz to nowych metod w celu remiksu różnych materiałów.
    Podejście Lawrenca Lessiga[edytuj]

    Lawrence Lessig uważa, że dzięki kulturze remiksu kultura ludności rozwija się, a jednocześnie także demokratyzuje się, dlatego nazwał to kulturą RW. Zwrócił także uwagę na to, że przywłaszczenia są codziennością w dzisiejszym świecie.
    Remiks łączy w sobie kulturę zezwoleń i przetwarza ją. Lessing uważa, że bardzo skuteczny jest w tym działaniu, gdyż wykorzystuje istniejące już zagadnienia, z których powstają nowe, które w ogóle nie przypominają tych rzeczy były przed wykonaniem remiksu. W szczególności można to zauważyć w różnych utworach multimedialnych: teledyskach, a także spotach reklamowych. Jak zauważył Lawrence Lessig dźwięk cytowany jest na tle obrazu, obraz na tle tekstu, natomiast tekst na tle dźwięków. Cytaty które zostają wykorzystane mieszają się, dlatego doprowadzają do powstania całkowicie nowego utworu, który nazywamy remiksem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo przepraszam, uważam bowiem, że każdy twórca powinien być oryginalny w swej wypowiedzi i remiksy uważam za pójście na łatwiznę. Mea - być może - culpa...

      Usuń
  5. To może ja włączę się w dyskusję, bo ACTA czytałem. Wiksy część pobieżnie, bo zawiera regulacje z innych dziedzin, ale część bardzo dokładnie i z komentarzami - również tymi prawniczymi. Myślę, że wiem, o co jest zadyma... i kto co próbuje wywalczyć w tym sporze.

    1. Zwolennicy ACTA upierają się, że nasze prawo jest bardziej restrykcyjne, więc podpisanie nic nie zmieni. Z restrykcjami - to fakt... ale podpisanie ACTA zmienia bardzo wiele, o czym za chwilę.

    2. ACTA jest umową przyjętą dla ścigania wszelkich naruszeń prawa własności intelektualnej, wcale nie chodzi tu przede wszystkim o filmy i muzykę. Głównie o zamienniki markowych części zamiennych dla przemysłu, leki generyczne (czyli zawierające ten sam czynnik aktywny, którego z definicji patentować nie wolno), oraz genetyczne modyfikacje organizmów.

    Jak to działa już teraz? Amerykańska firma patentuje np. zmodyfikowaną genetycznie świnię. 70% świń ma ten sam genom, bo różnica jest niewielka. ACTA pozwala zatem firmie mającej patent przejąć 70% świń w krajach, które ratyfikują ACTA.

    Przykład 2: genetyczna modyfikacja jakiegoś zboża: to rośliny wiatropylne, więc wystarczy obsiać w interesującej nas okolicy hektar pola zmodyfikowanym ziarnem a po trzech- czterech cyklach wegetacyjnych w całej okolicy zboże będzie zawierać geny zastrzeżone. Wtedy przychodzi biegły z firmy mającej patent, stwierdza obecność genu chronionego prawem... a następnie prawnicy z firmy przejmują sprawę... i majątki drobnych rolników, którzy nie mają tyle kasy na obronę... Tym sposobem ACTA pozwoli zmonopolizować dwóm amerykańskim firmom posiadającym patenty na GMO żywność w krajach-sygnujących tę umowę.

    Wiadomo, że USA nie ratyfikują ACTA - czyli amerykańskie firmy bedą mogły ścigać, ale ich samych nikt na podstawie ACTA nie ścignie....

    Tyle o rolniczych celach podpisania ACTA.

    Są jeszcze inne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Otóż ACTA może nakładać na dostawców internetu odpowiedzialność za piractwo klientów. Tym samym dostawcy internetu muszą inwigilować i kontrolować klientów, jeśli nie chcą za nich beknąć. To tak, jakby wynajmujący chatę odpowiadał jako winny, jeśli jego lokator kogoś tam zabije...

    Naszym polskim władcom bardzo się podoba ten punkt, szczególnie wobec roli, jaką odegrała sieć przy ostatnich protestach.

    Oznacza to, że koszty stałej inwigilacji znacznej części społeczeństwa pokryją dostawcy internetu.
    To taka prywatyzacja kosztów działania służb specjalnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. ACTA umożliwia również prewencyjną cenzurę i odcięcie od sieci kogoś na podstawie PODEJRZENIA o piractwo - zanim oskarżyciel udowodni winę w sądzie.

    To taka prywatyzacja cenzury krótkoterminowej - dawniej prawo cenzurowania miały tylko rządy (uważano to za tyranię) ACTA otwiera praktyczną możliwość cenzurowania prywatnym korporacjom.

    Co to znaczy? Ano powiedzmy, że dziennikarz materiały, których szybka publikacja może narobić kłopotów korporacji. Korporacja oskarża go o piractwo i odcina dostęp do sieci a jego samego policja zamyka w areszcie na podstawie doniesienia. Zanim facet sobie z tym poradzi - korporacja się zabezpiecza (na to czasem starcza kilka godzin)... a materiał dziennikarza traci wartość użytkową.
    Jeśli facet będzie ostro walczył o swoje dobre imię - wywalczy grosze, bo tygodniowe odcięcie od sieci to mała strata. Zresztą akie ewentualne odszkodowanie to dobra cena za udany szwindel, ale taka możliwość służy tylko bardzo wielkim graczom.

    Zwolennicy ACTA mówią: wcale tak nie musi być, ACTA nie precyzuje tego dokładnie...
    To prawda. ACTA jest umową bardzo nieprecyzyjną, luźną i mętną - w przeciwieństwie do kodeksów karnych, które muszą być precyzyjne.
    Zapytałem prawnika o tę "nieprecyzyjność". Jego opinia sprowadzała się do takiej oto praktycznej uwagi: MOŻE ALE NIE MUSI = jak kto ma kasę, to może; nie ma kasy, to nikt nie musi go chronić.

    Inaczej mówiąc: ACTA jest narzędziem tylko dla możnych. Prawa autorskie biednych nie będą chronione... Czyli mówiąc popularnym ostatnio przykładem: pod ACTA Hołdys nadal będzie okradany na potęgę, ale nikt nie podskoczy korporacji, która kupi od niego prawa (za psi grosz, bo w tej sytuacji korporacje zaczną dyktować ceny zakupu).

    OdpowiedzUsuń
  8. Co ciekawe ACTA wyraźnie zaciera różnicę między twórcą a firmą, która przejęła prawa autorskie - czyli wzmiankowany Hołdys za Boga żywego nie wyrwie swoich praw np. dziedzicom po Polskich Nagraniach...

    To dlatego Zbigniew Hołdys jest tak wyśmiewany z powodu swojego niefortunnego wystąpienia...

    Zwolennicy ACTA odpowiadają często, że wcale tak nie musi być. Sęk w tym, że nie musi ale może w wybranych wypadkach. ACTA to narzędzie do uderzania tam, gdzie się chce uderzyć a nie do globalnej ochrony prawa autorskiego.

    ACTA to narzędzie do nowoczesnej dominacji. Po co kupować niewolników, skoro taniej można ich zniewolić prawem...

    ACTA ma znacznie więcej aspektów, o części z nich już napisaliście wyżej.

    Mam nadzieję, że rozjaśniłem część wątpliwości...

    OdpowiedzUsuń