wtorek, 12 października 2010

Owoce naszego czasu

Że czas zależy od miejsca, w jakim znajduje się ciało, wiemy już niemal od stu lat dzięki Einsteinowi. Wszak doświadczamy tego na co dzień i każdy doskonale wie, że jednostki czasu kurczą się wraz z wykorzystaniem. Niby rok ma wciąż te swoje trzysta sześćdziesiąt pięć czy sześć dni, ale to nie są już ani te dni, ani tygodnie, co dawniej. Jakoś się wszystko wraz z upływem lat skraca, kurczy, karleje.

Taki tydzień - cóż to za jednostka czasu?! Kiedyś dni mijały powoli, dostojnie, dłużyły się w szkolnej ławie, niemal zbliżając do nieskończoności.

Teraz sobota za sobotą śmigają, niczym wagony rozpędzonego ekspresu i ledwie człowiek zdąży pomyśleć, pociągu już nawet nie słychać.

Dlaczego doświadczanie czasu tak bardzo zależy od wieku człowieka? Czyżby działała tu jakaś psychologiczna teoria względności? Może w okolicy czterdziestki zaczynamy wreszcie coś rozumieć? Na przykład to, że nie jesteśmy wieczni?

Może budując plany na przyszłość widzimy już, że nie wszystkie zamierzenia uda się zrealizować?

Mimo tej subiektywnej zapewne zmiany odczuwanej przez nas długości poszczególnych jednostek czasu i tak wielu ludzi zupełnie nie potrafi nim gospodarować, trwoni to jedyne rzeczywiście bezcenne dobro, jakby było produktem jakiegoś czarodziejskiego perpetuum mobile. Jakby zawsze można było zamówić w sklepie kolejną dostawę.

Żyjemy niefrasobliwie, a czas sączy się, wycieka niczym płyn z dziurawej butelki i zawsze w końcu okazuje się go zbyt mało.

Dlatego tak ważne jest, aby rozlawszy się po kamieniach, ostatecznie nie wyparował, ale wsiąkł w żyzną glebę i wydał piękne owoce.

Wtedy nie tak boleśnie będzie stwierdzić, że już nam go niewiele pozostało.

Pomyślcie o tym.

7 komentarzy:

  1. Masz rację, Guciu, że z wiekiem czas nam się skraca. Jednakże i wówczas, gdy mamy po 40 lat i więcej, czas chociaż szybciej biegnie, nigdy się nie ujednolica. Mimo dokładnych, wymierzalnych jednostek, nadal jest tak, że dłuży nam się lub skraca w zależności od sytuacji. Subiektywizm jest przypisany czasowi chyba na zawsze. Jedno jest pewne, że mamy go z pewnością coraz mniej. Dlatego podpisuję się pod Twoim apelem, by go nie marnować... I nie grożę tu wcale palcem dla innych. Ja też bezmyślnie go nie raz tracę, a potem mi żal... mkn

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój czas zaczął się skracać, gdy dzieci poszły do szkoły. Przestałam liczyć dni, zaczęłam weekendy, święta, wakacje, ferie. Gdy mam wolne, lubię, żeby czas przeciekał mi przez palce. Czasami fajnie jest się zatrzymać i pobumelować ot tak, po prostu. Ale to może dlatego, że jestem przed czterdziestką ;) chociaż... W sumie to nie mam poczucia, że marnuję swój czas. Wręcz przeciwnie, dzień mam zaplanowany i wypełniony do cna. Mam nadzieje, że w przyszłości okaże się, że dobrze go zainwestowałam (w dzieci).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! Szczerze Pani tego życzę! Ale proszę też pomyśleć o sobie. Dzieci kiedyś wyfruną z gniazda... Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dziękuję za życzenie i za troskę :D Dzieci mogą sobie "wyfruwać", mam bardzo dużo planów na ten czas :) Za dwa, trzy lata sobie odsapnę, bo zaczną mieć swoje sprawy, towarzystwo... Już się cieszę, a póki mogę, korzystam, że jeszcze mam na nich jakiś wpływ :)

      Usuń
  3. jak mamy 5 lat to rok jest 1/5 naszego życia, a gdy mamy 60 lat to jest to tylko 1/60. I to jest ta względność czasu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądrze napisane :)

      Usuń
    2. Właśnie, może to na tym polega! ;-)

      Usuń